Strony

czwartek, 11 lipca 2013

Zamki, termy i Janosik

Zamki, termy i Janosik

Oravsky Hrad  
Oravsky Hrad Foto: www.slovakia.travel
Mamy wolny ty­dzień i po­mysł, żeby po­je­chać na Sło­wa­cję (bo bli­sko i jest mnó­stwo do zwie­dza­nia). Tym razem jed­nak po­sta­na­wia­my zwie­dzić ją nieco ina­czej - nie bie­gać po Ta­trach Wy­so­kich, ale zo­ba­czyć coś wię­cej. De­cy­du­je­my się na wer­sję "trzy w jed­nym".
Tak więc jeśli góry, to naj­pięk­niej­sza do­li­na tego kraju - Do­li­na Vrat­na; jeśli zwie­dza­nie, to naj­bar­dziej ro­man­tycz­ne ruiny i naj­bar­dziej ba­śnio­wy zamek; jeśli zaś re­laks, to naj­cie­ka­wiej po­ło­żo­ne uzdro­wi­sko - Ra­jecké Te­pli­ce. Wszyst­ko leży na jed­nej tra­sie, a więc w drogę.

Po prze­kro­cze­niu  gra­ni­cy w Chyż­nem je­dzie­my przez małe miej­sco­wo­ści Orawy: Trste­nę (Trzcia­nę), Tvrdošin (Twar­do­szyn), Ora­vsky Pod­za­mok (Oraw­skie Pod­zam­cze) i Dolny Kubin. Na dwie go­dzi­ny za­trzy­mu­je­my się w trze­ciej z nich (34 ki­lo­me­try od przej­ścia gra­nicz­ne­go). Oraw­ski zamek zbu­do­wa­no na wy­so­kiej skale, którą z jed­nej stro­ny opły­wa­ją wody rzeki Orawy, z dru­giej - as­falt szosy. Naj­star­sza część twier­dzy znaj­du­je się na naj­wyż­szym z trzech skal­nych ta­ra­sów, dzie­li ją od lu­stra wody 140 me­trów. Po wej­ściu przez bramę warto zaj­rzeć do ma­łe­go ko­ściół­ka z za­cho­wa­ny­mi sar­ko­fa­ga­mi ro­dzi­ny Tu­rzów (Tu­rzo­nów), która wła­da­ła zam­kiem i oko­li­cą przez więk­szą część jego hi­sto­rii.
Z naj­wyż­szej kon­dy­gna­cji zamku oneg­daj strą­ca­no w prze­paść nie­wia­sty po­dej­rza­ne o czary. Te, które zgi­nę­ły, uzna­wa­no za nie­win­ne; te, które prze­ży­ły… cóż, hi­sto­ria mil­czy o ta­kich przy­pad­kach.

Wrota Wagu

Je­dzie­my dalej drogą wio­dą­cą nad rzeką Orawą. Je­śli­by­śmy wy­bra­li jazdę po­cią­giem, je­cha­li­by­śmy teraz dwu­wa­go­no­wą ko­lej­ką aż do Kral’ovan (Kra­lo­wan). W nich prze­siad­ka na po­ciąg do Žiliny. Z Kral’ovan je­dzie­my na Vrut­ky i ka­mie­nio­ło­my Dubna Skała. Tuż za nimi za­czy­na się Prze­łom Strečniań­ski (Strecz­niań­ski), zwany Wro­ta­mi Wagu. Rzeka przez je­de­na­ście ki­lo­me­trów wije się wśród pię­trzą­cych się po obu stro­nach gór. Wag dzie­li pasmo Małej Fatry na dwie czę­ści: lučniań­ską (lucz­niań­ską) i kry­wań­ską. Przy wy­so­kiej wo­dzie można tam­tę­dy spły­wać tra­twa­mi. Naj­pięk­niej­szy wi­do­ko­wo, po­rów­ny­wal­ny z na­szym prze­ło­mem Du­naj­ca, jest ostat­ni od­ci­nek - Domašyński Me­an­der. Tuż za nim widać parę straż­ni­ków Wagu: zamki po obu stro­nach rzeki. Za­trzy­mu­je­my się w Strečnie (Strecz­nie), na małym par­kin­gu nie­da­le­ko zamku. Wspi­na­my się na górę i przez drew­nia­ny most wcho­dzi­my na zamek. Na zwie­dze­nie od­re­stau­ro­wa­ne­go w du­żych frag­men­tach zamku i po­zo­sta­łych ruin warto za­re­zer­wo­wać około go­dzi­ny. Żeby się do­stać do dru­giej wa­row­ni, trze­ba przejść na drugą stro­nę Wagu chy­bo­tli­wą kład­ką. Wy­star­czy pół­go­dzin­ny spa­cer, by dojść do pod­nó­ża za­le­sio­nej góry zam­ko­wej, na szczy­cie któ­rej znaj­du­ją się ruiny Sta­re­go Hradu. Reszt­ki murów i baszt stoją na wą­skim grze­bie­cie, z otwo­rów okien­nych - dwie­ście me­trów niżej widać załom Wagu. W ro­man­tycz­nych ru­inach można prze­no­co­wać, w rogu daw­nej sali leżą na­szy­ko­wa­ne chrust i za­pał­ki. Wodę można za­czerp­nąć ze stru­mie­nia pod wzgó­rzem. Zo­sta­wia­my jed­nak tę atrak­cję na inną oka­zję. Spie­szy­my się, żeby do­je­chać do Ter­cho­vej, ro­dzin­nej wsi Ja­no­si­ka.

Naj­pięk­niej­sza do­li­na

Ter­cho­va, mała mie­ści­na, leży nie­mal u wrót na­sze­go celu - Do­li­ny Vrat­nej, ale za­trzy­mu­je­my się wła­śnie tutaj, bo chce­my prze­no­co­wać we wsi, w któ­rej w roku 1688 przy­szedł na świat jeden z naj­sław­niej­szych zbój­ni­ków - Ja­no­sik. Był żoł­nie­rzem ce­sar­skiej armii, potem straż­ni­kiem na zamku w nie­od­le­głej Bytčy (Byt­czy), wresz­cie kom­pa­nem hersz­ta zbój­ni­ków, To­ma­sza Uchorčika. Gdy prze­jął hersz­to­wa­nie, zbó­jo­wał pół­to­ra roku, po schwy­ta­niu zo­stał stra­co­ny. W małym mu­zeum ze­bra­no tro­chę eks­po­na­tów: ży­cio­rys, pi­sem­ny wyrok śmier­ci, mapę zbó­jec­kich "do­ko­nań". Miej­sce to ożywa pod­czas Ja­no­si­ko­wych Dni - wiel­kiej im­pre­zy, fe­sti­wa­lu folk­lo­ry­stycz­ne­go, który od­by­wa się w Ter­cho­vej od 44 lat, na po­cząt­ku sierp­nia. Kilka ty­się­cy gości okla­sku­je wtedy w miej­sco­wym am­fi­te­atrze (wbu­do­wa­nym w zbo­cze jed­nej z gór) ze­spo­ły nie tylko sło­wac­kie, cze­skie, mo­raw­skie, lecz także pol­skie i wę­gier­skie.
Na Do­li­nę Vrat­ną mamy tylko trzy dni, więc mu­si­my się spie­szyć. Do­li­na za­czy­na się nieco ponad ki­lo­metr od cen­trum Ter­cho­vej. Idzie­my drogą przez Tiesňavy (Tiesz­na­wy): wąwóz, któ­rym pły­nie rzecz­ka Vrat­nian­ka i pro­wa­dzi as­fal­tów­ka. W naj­węż­szym miej­scu ścia­ny dzie­li od sie­bie tylko kilka me­trów. Za most­kiem par­king, skąd za­czy­na­ją się dwa tu­ry­stycz­ne szla­ki. Wy­bie­ra­my ten pro­wa­dzą­cy w prawo. Ostro w górę wie­dzie "zbój­nic­ki chod­nik". Obok naj­pięk­niej­sze for­ma­cje skal­ne w oko­li­cy: Mnich (inna nazwa - Ka­pu­cyn), Oko Cza­row­ni­cy (otwór w po­dłuż­nej skale, Wiel­błą­dzi­ca i - jak żeby ina­czej - Ja­no­si­ko­we Łoże. Go­dzi­na wspi­nacz­ki, potem już nieco ła­god­niej­szy szlak pro­wa­dzi nas w las; szla­kiem po trzech kwa­dran­sach do­cho­dzi­my na szczyt So­ko­lie (1172 m). Potem zbie­ga­my w dół do przy­stan­ku au­to­bu­so­we­go Stary dwór. Jeśli do­pi­sze po­go­da, warto za­li­czyć jak naj­wię­cej gór ota­cza­ją­cych do­li­nę. Do­li­na Vrat­na (vrata to wrota, brama) ma kształt li­te­ry L. Ota­cza ją swo­isty "kok­tajl" gór­ski. Są tutaj szczy­ty o wy­bit­nie ta­trzań­skim cha­rak­te­rze (Velky i Maly Roz­su­tec), skal­ne for­ma­cje, przy­po­mi­na­ją­ce Pie­ni­ny (Bo­bo­ty, So­ko­lie), za­le­sio­ne zbo­cza, po­dob­nie jak w Be­ski­dach, i po­kry­te ja­go­dzi­na­mi, ni­czym na po­ło­ni­nach biesz­czadz­kich (Po­łu­dnio­wy Gruń, Stoh, czyli Stog).
Na końcu dłuż­sze­go ra­mie­nia do­li­ny znaj­du­je się Chata Vrat­na. Kil­ka­set me­trów za nią mały sym­bo­licz­ny cmen­ta­rzyk ofiar gór. Nowa ko­lej­ka gon­do­lo­wa, zbu­do­wa­na na miej­scu wy­cią­gu krze­seł­ko­we­go, wy­wo­zi nas pra­wie na szczyt Chle­bu. Wy­cho­dzi­my naj­pierw na naj­wyż­szy szczyt Małej Fatry - Wiel­ki Kry­wań (1709 m). Gdy­by­śmy po­szli kilka go­dzin dłu­żej, do­szli­by­śmy gra­nią do po­kry­te­go ko­so­drze­wi­ną Su­che­go (1267 m), schro­ni­ska pod Su­chym i dalej, scho­dząc w dół, do Sta­re­go Hradu, który zwie­dza­li­śmy po­przed­nie­go dnia - żal, że nie mamy tyle czasu. Zatem po­wrót na Chleb i idzie­my gra­nią na Po­łu­dnio­wy Gruń, z niego zaś zbie­ga­my do schro­ni­ska Chata na Gruni. Bu­dy­nek stoi na roz­le­głej hali (zimą to mekka nar­cia­rzy). Jesz­cze tylko w dół do drogi i ko­niec na ten dzień.
Na­stęp­ne­go dnia naj­bar­dziej "ho­nor­ny" szczyt w do­li­nie - Velky Roz­su­tec (1610 m). Po dwóch i pół go­dzi­ny wspi­nacz­ki (m.​in. łań­cu­chy) je­ste­śmy na górze. Fan­ta­stycz­na pa­no­ra­ma, tuż obok skały Ma­le­go Roz­sut­ca (1343 m), dalej wszyst­kie szczy­ty oka­la­ją­ce Do­li­nę Vrat­ną. Warto sku­sić się też na zdo­by­cie dru­gie­go z Roz­sut­ców.
Na trze­ci dzień zo­sta­wia­my naj­więk­szą chyba atrak­cję Vrat­nej - Diery. Po pol­sku zna­czy to "dziu­ry". Są Górne i Dolne, czę­sto zwie się je Ja­no­si­ko­wy­mi Dziu­ra­mi. To wą­wo­zy skal­ne, wą­skie czę­sto tylko na metr, przez które po­pro­wa­dzo­no szlak. Idzie­my ścież­ka­mi, me­ta­lo­wy­mi kład­ka­mi, drew­nia­ny­mi most­ka­mi i dra­bi­na­mi; obok nas i pod nami szumi woda po­to­ków i ma­łych wo­do­spa­dów. Wra­ca­my wzdłuż po­to­ku Bia­łej Wody do Ter­cho­vej. Nad mia­stecz­kiem gó­ru­je kil­ku­me­tro­wej wy­so­ko­ści, błysz­czą­cy w słoń­cu po­mnik Ja­no­si­ka. Na ko­la­cję idzie­my do karcz­my "Stary Majer". Nie­moż­li­wie nie­die­te­tycz­nie tu kar­mią, ale za to jak smacz­nie!

Ba­śnio­wy zamek

Nie­ca­łe 25 ki­lo­me­trów mamy do Žiliny, sto­li­cy wo­je­wódz­twa. Za­trzy­mu­je­my się na krót­ko. Na tyle, żeby przejść się od­no­wio­nym pa­sa­żem pro­wa­dzą­cym od dwor­ca ko­le­jo­we­go do schod­ków przy ko­ście­le i nimi na rynek. Oto­czo­ny pod­cie­nia­mi i ar­ka­da­mi jest je­dy­nym chyba god­nym miej­scem mia­sta. Jemy prze­pysz­ne lody i dalej w drogę. Ko­lej­ny cel na­szej wy­pra­wy - Ra­jecké Te­pli­ce (Cie­pli­ce Ra­jec­kie) - to świet­ny punkt wy­pa­do­wy na wy­ciecz­ki pie­sze, ro­we­ro­we i sa­mo­cho­do­we. Ota­cza­ją go z jed­nej (za­chod­niej) stro­ny wa­pien­ne Stra­żo­vske Vrchy (Szczy­ty Stra­żow­skie) typu do­lo­mi­to­we­go; z dru­giej - Su­lo­vskie Wier­chy; z trze­ciej wresz­cie - pasmo lučań­skie Małej Fatry. Moż­li­wo­ści wy­cie­czek więc mnó­stwo. Uroki uzdro­wi­ska, per­spek­ty­wa ma­sa­ży i ja­cuz­zi roz­le­ni­wia­ją. Gór mo­że­my mieć tro­chę dość, je­dzie­my więc - w prze­rwie mię­dzy ką­pie­la­mi w go­rą­cych wo­dach - na jedną tylko wy­ciecz­kę. Za­ko­cha­ni w zam­kach, chce­my zo­ba­czyć ten uwa­ża­ny za naj­bar­dziej baj­ko­wy - w Boj­ni­cach.
Bryła zamku pa­ła­cu rze­czy­wi­ście przy­po­mi­na tę z czo­łów­ki fil­mów Di­sneya. Za­koń­czo­ne ostry­mi da­cha­mi wieże i wie­życz­ki, blan­ki wień­czą­ce mury od­bi­ja­ją­ce się w sta­wie oto­czo­nym par­kiem. Duże, łu­ko­wa­te otwo­ry okien­ne, wiel­ka brama. Szko­da, że nie mo­że­my zo­stać do nocy - można wtedy zwie­dzać zamek z "du­cha­mi". Wi­zy­ta za dnia zaj­mu­je ponad pół­to­rej go­dzi­ny; potem jesz­cze sesja zdję­cio­wa z "baj­ko­wą" bu­dow­lą w tle...
Ty­dzień minął szyb­ko, ale ina­czej niż zwy­kle na Sło­wa­cji. Bo były i góry - co oczy­wi­ste w tym kraju - i termy (rów­nie zwy­czaj­ne na Sło­wa­cji) i nie­ba­nal­nej urody zamki i... Ja­no­sik. I taka też jest Sło­wa­cja.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz