Zamki, termy i Janosik
Oravsky Hrad
Foto: www.slovakia.travel
Mamy wolny tydzień i pomysł, żeby pojechać na
Słowację (bo blisko i jest mnóstwo do zwiedzania). Tym razem
jednak postanawiamy zwiedzić ją nieco inaczej - nie biegać po
Tatrach Wysokich, ale zobaczyć coś więcej. Decydujemy się na
wersję "trzy w jednym".
Tak więc jeśli góry, to najpiękniejsza dolina
tego kraju - Dolina Vratna; jeśli zwiedzanie, to najbardziej
romantyczne ruiny i najbardziej baśniowy zamek; jeśli zaś
relaks, to najciekawiej położone uzdrowisko - Rajecké
Teplice. Wszystko leży na jednej trasie, a więc w drogę.
Po przekroczeniu granicy w Chyżnem
jedziemy przez małe miejscowości Orawy: Trstenę (Trzcianę),
Tvrdošin (Twardoszyn), Oravsky Podzamok (Orawskie Podzamcze) i
Dolny Kubin. Na dwie godziny zatrzymujemy się w trzeciej z nich
(34 kilometry od przejścia granicznego). Orawski zamek
zbudowano na wysokiej skale, którą z jednej strony opływają
wody rzeki Orawy, z drugiej - asfalt szosy. Najstarsza część
twierdzy znajduje się na najwyższym z trzech skalnych tarasów,
dzieli ją od lustra wody 140 metrów. Po wejściu przez bramę warto
zajrzeć do małego kościółka z zachowanymi sarkofagami
rodziny Turzów (Turzonów), która władała zamkiem i okolicą
przez większą część jego historii.
Z najwyższej kondygnacji zamku onegdaj
strącano w przepaść niewiasty podejrzane o czary. Te, które
zginęły, uznawano za niewinne; te, które przeżyły… cóż,
historia milczy o takich przypadkach.
Wrota Wagu
Jedziemy dalej drogą wiodącą nad rzeką Orawą.
Jeślibyśmy wybrali jazdę pociągiem, jechalibyśmy teraz
dwuwagonową kolejką aż do Kral’ovan (Kralowan). W nich
przesiadka na pociąg do Žiliny. Z Kral’ovan jedziemy na Vrutky i
kamieniołomy Dubna Skała. Tuż za nimi zaczyna się Przełom
Strečniański (Streczniański), zwany Wrotami Wagu. Rzeka przez
jedenaście kilometrów wije się wśród piętrzących się po obu
stronach gór. Wag dzieli pasmo Małej Fatry na dwie części:
lučniańską (luczniańską) i krywańską. Przy wysokiej wodzie można
tamtędy spływać tratwami. Najpiękniejszy widokowo,
porównywalny z naszym przełomem Dunajca, jest ostatni
odcinek - Domašyński Meander. Tuż za nim widać parę strażników
Wagu: zamki po obu stronach rzeki. Zatrzymujemy się w Strečnie
(Strecznie), na małym parkingu niedaleko zamku. Wspinamy się na
górę i przez drewniany most wchodzimy na zamek. Na zwiedzenie
odrestaurowanego w dużych fragmentach zamku i pozostałych
ruin warto zarezerwować około godziny. Żeby się dostać do
drugiej warowni, trzeba przejść na drugą stronę Wagu chybotliwą
kładką. Wystarczy półgodzinny spacer, by dojść do podnóża
zalesionej góry zamkowej, na szczycie której znajdują się ruiny
Starego Hradu. Resztki murów i baszt stoją na wąskim grzebiecie, z
otworów okiennych - dwieście metrów niżej widać załom Wagu. W
romantycznych ruinach można przenocować, w rogu dawnej sali leżą
naszykowane chrust i zapałki. Wodę można zaczerpnąć ze
strumienia pod wzgórzem. Zostawiamy jednak tę atrakcję na inną
okazję. Spieszymy się, żeby dojechać do Terchovej, rodzinnej
wsi Janosika.
Najpiękniejsza dolina
Terchova, mała mieścina, leży niemal u wrót
naszego celu - Doliny Vratnej, ale zatrzymujemy się właśnie
tutaj, bo chcemy przenocować we wsi, w której w roku 1688
przyszedł na świat jeden z najsławniejszych zbójników - Janosik.
Był żołnierzem cesarskiej armii, potem strażnikiem na zamku w
nieodległej Bytčy (Bytczy), wreszcie kompanem herszta
zbójników, Tomasza Uchorčika. Gdy przejął hersztowanie,
zbójował półtora roku, po schwytaniu został stracony. W małym
muzeum zebrano trochę eksponatów: życiorys, pisemny wyrok
śmierci, mapę zbójeckich "dokonań". Miejsce to ożywa podczas
Janosikowych Dni - wielkiej imprezy, festiwalu
folklorystycznego, który odbywa się w Terchovej od 44 lat, na
początku sierpnia. Kilka tysięcy gości oklaskuje wtedy w
miejscowym amfiteatrze (wbudowanym w zbocze jednej z gór)
zespoły nie tylko słowackie, czeskie, morawskie, lecz także
polskie i węgierskie.
Na Dolinę Vratną mamy tylko trzy dni, więc
musimy się spieszyć. Dolina zaczyna się nieco ponad kilometr od
centrum Terchovej. Idziemy drogą przez Tiesňavy (Tiesznawy):
wąwóz, którym płynie rzeczka Vratnianka i prowadzi asfaltówka.
W najwęższym miejscu ściany dzieli od siebie tylko kilka metrów.
Za mostkiem parking, skąd zaczynają się dwa turystyczne
szlaki. Wybieramy ten prowadzący w prawo. Ostro w górę wiedzie
"zbójnicki chodnik". Obok najpiękniejsze formacje skalne w
okolicy: Mnich (inna nazwa - Kapucyn), Oko Czarownicy (otwór w
podłużnej skale, Wielbłądzica i - jak żeby inaczej -
Janosikowe Łoże. Godzina wspinaczki, potem już nieco
łagodniejszy szlak prowadzi nas w las; szlakiem po trzech
kwadransach dochodzimy na szczyt Sokolie (1172 m). Potem
zbiegamy w dół do przystanku autobusowego Stary dwór. Jeśli
dopisze pogoda, warto zaliczyć jak najwięcej gór otaczających
dolinę. Dolina Vratna (vrata to wrota, brama) ma kształt litery
L. Otacza ją swoisty "koktajl" górski. Są tutaj szczyty o
wybitnie tatrzańskim charakterze (Velky i Maly Rozsutec),
skalne formacje, przypominające Pieniny (Boboty, Sokolie),
zalesione zbocza, podobnie jak w Beskidach, i pokryte
jagodzinami, niczym na połoninach bieszczadzkich
(Południowy Gruń, Stoh, czyli Stog).
Na końcu dłuższego ramienia doliny znajduje
się Chata Vratna. Kilkaset metrów za nią mały symboliczny
cmentarzyk ofiar gór. Nowa kolejka gondolowa, zbudowana na
miejscu wyciągu krzesełkowego, wywozi nas prawie na szczyt
Chlebu. Wychodzimy najpierw na najwyższy szczyt Małej Fatry -
Wielki Krywań (1709 m). Gdybyśmy poszli kilka godzin dłużej,
doszlibyśmy granią do pokrytego kosodrzewiną Suchego (1267
m), schroniska pod Suchym i dalej, schodząc w dół, do Starego
Hradu, który zwiedzaliśmy poprzedniego dnia - żal, że nie mamy
tyle czasu. Zatem powrót na Chleb i idziemy granią na Południowy
Gruń, z niego zaś zbiegamy do schroniska Chata na Gruni. Budynek
stoi na rozległej hali (zimą to mekka narciarzy). Jeszcze tylko w
dół do drogi i koniec na ten dzień.
Następnego dnia najbardziej "honorny" szczyt
w dolinie - Velky Rozsutec (1610 m). Po dwóch i pół godziny
wspinaczki (m.in. łańcuchy) jesteśmy na górze. Fantastyczna
panorama, tuż obok skały Malego Rozsutca (1343 m), dalej
wszystkie szczyty okalające Dolinę Vratną. Warto skusić się też
na zdobycie drugiego z Rozsutców.
Na trzeci dzień zostawiamy największą chyba
atrakcję Vratnej - Diery. Po polsku znaczy to "dziury". Są Górne i
Dolne, często zwie się je Janosikowymi Dziurami. To wąwozy
skalne, wąskie często tylko na metr, przez które poprowadzono
szlak. Idziemy ścieżkami, metalowymi kładkami, drewnianymi
mostkami i drabinami; obok nas i pod nami szumi woda potoków i
małych wodospadów. Wracamy wzdłuż potoku Białej Wody do
Terchovej. Nad miasteczkiem góruje kilkumetrowej wysokości,
błyszczący w słońcu pomnik Janosika. Na kolację idziemy do
karczmy "Stary Majer". Niemożliwie niedietetycznie tu karmią,
ale za to jak smacznie!
Baśniowy zamek
Niecałe 25 kilometrów mamy do Žiliny,
stolicy województwa. Zatrzymujemy się na krótko. Na tyle, żeby
przejść się odnowionym pasażem prowadzącym od dworca
kolejowego do schodków przy kościele i nimi na rynek. Otoczony
podcieniami i arkadami jest jedynym chyba godnym miejscem
miasta. Jemy przepyszne lody i dalej w drogę. Kolejny cel naszej
wyprawy - Rajecké Teplice (Cieplice Rajeckie) - to świetny
punkt wypadowy na wycieczki piesze, rowerowe i samochodowe.
Otaczają go z jednej (zachodniej) strony wapienne Strażovske
Vrchy (Szczyty Strażowskie) typu dolomitowego; z drugiej -
Sulovskie Wierchy; z trzeciej wreszcie - pasmo lučańskie Małej
Fatry. Możliwości wycieczek więc mnóstwo. Uroki uzdrowiska,
perspektywa masaży i jacuzzi rozleniwiają. Gór możemy mieć
trochę dość, jedziemy więc - w przerwie między kąpielami w
gorących wodach - na jedną tylko wycieczkę. Zakochani w
zamkach, chcemy zobaczyć ten uważany za najbardziej bajkowy - w
Bojnicach.
Bryła zamku pałacu rzeczywiście przypomina
tę z czołówki filmów Disneya. Zakończone ostrymi dachami wieże
i wieżyczki, blanki wieńczące mury odbijające się w stawie
otoczonym parkiem. Duże, łukowate otwory okienne, wielka brama.
Szkoda, że nie możemy zostać do nocy - można wtedy zwiedzać zamek z
"duchami". Wizyta za dnia zajmuje ponad półtorej godziny;
potem jeszcze sesja zdjęciowa z "bajkową" budowlą w tle...
Tydzień minął szybko, ale inaczej niż zwykle na
Słowacji. Bo były i góry - co oczywiste w tym kraju - i termy
(równie zwyczajne na Słowacji) i niebanalnej urody zamki i...
Janosik. I taka też jest Słowacja.
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz