Strony

czwartek, 11 lipca 2013

Bośnia i Hercegowina czyli kawa, naboje i minarety



Bośnia i Hercegowina czyli kawa, naboje i  

czyli kawa, naboje i

minarety

Jajce Jajce Foto: Thinkstock
Me­cze­ty i cer­kwie, sy­na­go­gi i ko­ścio­ły. Ośnie­żo­ne góry i ską­pa­ne w słoń­cu win­ni­ce, tur­ku­so­we rzeki i ad­ria­tyc­kie plaże. Aż trud­no uwie­rzyć, że to wszyst­ko mie­ści się w kraju sze­ścio­krot­nie mniej­szym od Pol­ski – Bośni i Her­ce­go­wi­nie.
Bo­śnia i Her­ce­go­wi­na wciąż ko­ja­rzy nam się głów­nie z wojną na Bał­ka­nach. Wy­obra­ża­my sobie opu­sto­sza­łe wio­ski, zglisz­cza i ostrze­la­ne domy.
To po­nie­kąd praw­da – pod­czas po­dró­ży z pew­no­ścią zo­ba­czy­my gdzie­nie­gdzie stra­szą­ce czar­ny­mi okna­mi go­spo­dar­stwa i dziu­ry po ku­lach. A nawet same po­ci­ski. Całe stosy na­bo­jów i łusek. Prze­ro­bio­nych na dłu­go­pi­sy, wa­zo­ny i pa­miąt­ki z wy­tło­czo­ny­mi na­pi­sa­mi.
Zo­ba­czy­my też jed­nak gwar­ne, ko­smo­po­li­tycz­ne Sa­ra­je­wo, cza­ru­ją­cy orien­tal­ną at­mos­fe­rą Mo­star, hu­czą­ce w głę­bo­kich ka­nio­nach rzeki i za­gu­bio­ne gdzieś w gó­rach wio­ski. Czas nie za­trzy­mał się tu w pierw­szej po­ło­wie lat 90. Życie toczy się dalej, teraz na szczę­ście spo­koj­nym, nie­spiesz­nym, co­dzien­nym ryt­mem.
Tego nie przegap 
 
Sa­ra­je­wo: me­cze­ty, zamki i góry

Miej­sce, gdzie Wschód spo­ty­ka się z Za­cho­dem – tak okre­śla się wiele miast Eu­ro­py Środ­ko­wej, ale tylko nie­licz­ne za­słu­gu­ją na to miano w stop­niu rów­nym, co sto­li­ca Bośni i Her­ce­go­wi­ny.
Fer­ha­di­ja, głów­ny dep­tak Sa­ra­je­wa, na po­cząt­ku urze­ka habs­bur­skim szy­kiem i ele­gan­cją, by za chwi­lę wpro­wa­dzić przy­jezd­nych w la­bi­rynt orien­tal­nych uli­czek Baščaršiji, naj­star­szej czę­ści mia­sta. Z bla­sza­nych ty­giel­ków pa­ru­je tu aro­ma­tycz­na kawa, a ponad ku­piec­ki­mi kra­ma­mi w niebo strze­la­ją mi­na­re­ty i ko­pu­ły za­byt­ko­wych me­cze­tów.
Sarajewo, Baščaršija Foto: Thinkstock
Ko­niecz­nie trze­ba zo­ba­czyć wspa­nia­łe ma­lo­wi­dła w świą­ty­ni na­zwa­nej na cześć Ga­zie­go Hu­srev-Be­ga, naj­słyn­niej­sze­go tu­rec­kie­go na­miest­ni­ka Bośni, i zaj­rzeć na dzie­dzi­niec Mo­ri­ćy Hanu, gdzie przed wie­ka­mi za­trzy­my­wa­ły się ku­piec­kie ka­ra­wa­ny.
Sa­ra­je­wo roz­brzmie­wa­ło wów­czas wie­lo­ma ję­zy­ka­mi, o czym przy­po­mi­na­ją wzno­szą­ce się tuż obok XVI-wiecz­na sy­na­go­ga i cer­kiew. Dziś nie­ste­ty świe­cą pust­ka­mi – pod­czas nie­daw­nej wojny więk­szość Żydów wy­emi­gro­wa­ła, Ser­bo­wie zaś miesz­ka­ją obec­nie we wschod­nich dziel­ni­cach i rzad­ko za­glą­da­ją do cen­trum.


Z mia­sta otwar­te­go Sa­ra­je­wo stało się na nie­mal czte­ry lata mia­stem ob­lę­żo­nym. Sym­bo­lem tego smut­ne­go czasu jest Bi­blio­te­ka Uni­wer­sy­tec­ka. Prze­pięk­ny XIX-wiecz­ny gmach w stylu mau­re­tań­skim w 1992 r. zo­stał zbom­bar­do­wa­ny przez woj­ska serb­skie. Spło­nął cały księ­go­zbiór, w tym bez­cen­ne, prze­szło 1000-let­nie ma­nu­skryp­ty ży­dow­skie i arab­skie. Na szczę­ście bi­blio­te­kę od­re­stau­ro­wa­no, a dzię­ki mło­de­mu po­ko­le­niu w sto­li­cy znów kwit­nie życie kul­tu­ral­ne.
Bo­śnia Środ­ko­wa i Pół­noc­na
Na Sa­ra­je­wie atrak­cje Bośni się nie koń­czą. Warto od­wie­dzić zwłasz­cza dwa mniej­sze mia­sta: Jajce i Tra­vnik. Oba były w prze­szło­ści sto­li­ca­mi Bośni – pierw­sze w XV, a dru­gie w XVIII i XIX stu­le­ciu. Nic więc dziw­ne­go, że gó­ru­ją nad nimi im­po­nu­ją­ce twier­dze.
Jajce zdo­bią także tra­dy­cyj­ne do­mo­stwa mu­zuł­mań­skie oraz wo­do­spa­dy u uj­ścia Plivy do Vrba­su. W Tra­vni­ku z kolei za­cho­wał się me­czet, któ­re­go ścia­ny ze­wnętrz­ne po­kry­te są nie­zwy­kły­mi ma­lo­wi­dła­mi. Dru­gie­go ta­kie­go próż­no szu­kać na ca­łych Bał­ka­nach.
Wspa­nia­łe świą­ty­nie mu­zuł­mań­skie z XVI-wiecz­nym me­cze­tem Fer­ha­di­ja na czele jesz­cze nie­daw­no można było po­dzi­wiać w Banja Luce. Nie­ste­ty, zo­sta­ły zbu­rzo­ne pod­czas wojny. Dziś w dru­gim pod wzglę­dem licz­by lud­no­ści mie­ście Bośni i Her­ce­go­wi­ny miesz­ka­ją głów­nie Ser­bo­wie, a naj­bar­dziej im­po­nu­ją­cą bu­dow­lą jest sobór Chry­stu­sa Zbaw­cy o po­zła­ca­nych ko­pu­łach.
W oko­li­cach Banja Luki znaj­du­je się kilka za­byt­ko­wych klasz­to­rów pra­wo­sław­nych, jak mo­na­ster Go­mio­ni­ca w Kme­ća­ni czy mo­na­ster św. Ilji w Kru­pie nad Vrba­sem.
Na tu­ry­stów cze­ka­ją też za­byt­ki w do­li­nie Bosny: prze­pięk­nie po­ło­żo­ne ruiny zam­ków we Vran­du­ku i Ma­gla­ju czy za­ło­żo­ny w XIV w. klasz­tor fran­cisz­kań­ski w Kral­je­vej Su­tje­sce.

Her­ce­go­wi­na

Wy­star­czy zje­chać z ota­cza­ją­cych Sa­ra­je­wo gór w do­li­nę Ne­re­twy, by zro­zu­mieć, dla­cze­go Her­ce­go­wi­na za­słu­ży­ła na wła­sne miej­sce w na­zwie pań­stwa.
To kra­ina zu­peł­nie inna od Bośni. Grzbie­ty gór wy­da­ją się ostrzej­sze, kra­jo­braz – bar­dziej su­ro­wy, a zie­mia – moc­niej spa­lo­na słoń­cem. Trud­niej do­stać tu tu­rec­ką kawę w ty­giel­ku, za to wszę­dzie można napić się wina. Nie zna­czy to jed­nak, że w Her­ce­go­wi­nie nie wy­czu­wa się orien­tal­nej at­mos­fe­ry.
Od­re­stau­ro­wa­na sta­rów­ka Mo­sta­ru, sto­li­cy re­gio­nu, może śmia­ło ry­wa­li­zo­wać z sa­ra­jew­ską Baščaršiją – są tu ku­piec­kie kramy, za­byt­ko­we me­cze­ty ze smu­kły­mi mi­na­re­ta­mi, a przede wszyst­kim słyn­ny Stary Most, któ­re­mu mia­sto za­wdzię­cza swą nazwę
.
Mostar Mostar Foto: Thinkstock

Jego ele­ganc­ki łuk zo­stał zbu­rzo­ny pod­czas wojny, ale od­bu­do­wa­no go i obec­nie znów od­by­wa­ją się tu słyn­ne kon­kur­sy sko­ków do wody. Ich tra­dy­cja sięga ponoć XVI stu­le­cia.
Mo­star to do­sko­na­ła baza do zwie­dza­nia in­nych her­ce­go­wiń­skich atrak­cji: ma­low­ni­czo po­ło­żo­ne­go mia­stecz­ka Počitelj, ukry­te­go u stóp urwi­ska klasz­to­ru der­wi­szów w Bla­ga­ju, ta­jem­ni­czej śre­dnio­wiecz­nej ne­kro­po­lii w po­bli­żu Sto­la­ca czy win­nic w Čitlu­ku i Ljubuškach.
Z plecakiem i w pontonie

Bo­śnia i Her­ce­go­wi­na mo­gła­by być rajem dla mi­ło­śni­ków gór­skich wę­dró­wek – nie­mal cały kraj po­kry­wa­ją nie­zli­czo­ne pasma i ma­sy­wy. Nie­ste­ty, w wielu miej­scach zapał wę­drow­ców stu­dzą czer­wo­ne ta­blicz­ki z tru­pią czasz­ką.
Pola mi­no­we to ko­lej­na po­zo­sta­łość wojny. Na szczę­ście znacz­ną część kraju już roz­mi­no­wa­no. Bez obaw można wy­brać się na kil­ku­dnio­wą włó­czę­gę w pasmo Bjelašnica w oko­li­cy Sa­ra­je­wa i od­wie­dzić kilka tra­dy­cyj­nych pa­ster­skich wio­sek, jak Lu­ko­mir czy Umol­ja­ni.

Park Narodowy Sutjeska - Maglic Park Narodowy Sutjeska - Maglic Foto: Thinkstock

Wspa­nia­łe szla­ki cze­ka­ją też w Parku Na­ro­do­wym Su­tje­ska na gra­ni­cy z Czar­no­gó­rą, gdzie wzno­si się Ma­glić (2386 m n.p.m.), naj­wyż­szy szczyt Bośni i Her­ce­go­wi­ny, oraz w niż­szych, le­si­stych gó­rach w Parku Na­ro­do­wym Ko­za­ra na pół­no­cy kraju. Ta część Bośni sły­nie rów­nież z wod­nych atrak­cji.
Rzeki Vrbas i Una przy­cią­ga­ją mi­ło­śni­ków ra­ftin­gu z całej Eu­ro­py, a do­rocz­ne za­wo­dy na dru­giej z nich, od­by­wa­ją­ce się pod ko­niec lipca, to jedno z naj­waż­niej­szych wy­da­rzeń spor­to­wych w Bośni. W Her­ce­go­wi­nie można zor­ga­ni­zo­wać spływ Ne­re­twą i wy­ką­pać się u stóp wo­do­spa­dów Kra­vi­ce.
Z namiotem czy bez

W Sa­ra­je­wie na tu­ry­stów cze­ka­ją dzie­siąt­ki ho­te­li, pen­sjo­na­tów i ho­ste­li o bar­dzo róż­nym stan­dar­dzie i ce­nach. Na brak wy­bo­ru nie można na­rze­kać też w Mo­sta­rze. Poza tymi dwoma mia­sta­mi sy­tu­acja wy­glą­da nieco go­rzej.

Blagaj Blagaj Foto: Thinkstock

Wiele ho­te­li to spore i nie­zbyt uro­dzi­we bu­dyn­ki z cza­sów so­cja­li­stycz­nych, a ceny są dość wy­gó­ro­wa­ne (od 25–30 euro za pokój 2-oso­bo­wy). Zda­rza­ją się jed­nak miłe nie­spo­dzian­ki, jak np. hotel Stari Grad w miej­sco­wo­ści Jajce (www.​jajcetours.​com).
W wielu miej­scach warto pytać o kwa­te­ry pry­wat­ne (sobe) ofe­ru­ją­ce zwy­kle bar­dzo przy­zwo­ity stan­dard, nie­wy­gó­ro­wa­ne ceny (10–15 euro za pokój) i miłą at­mos­fe­rę. Nie­wie­le jest za to kem­pin­gów – dźwi­ga­ny na ple­cach na­miot przy­dał nam się tylko dwa razy w ciągu całej po­dró­ży.
Burek, kajmak i kawa

Co jeść w Bośni i Her­ce­go­wi­nie? Mięso, mięso i jesz­cze raz mięso. Naj­czę­ściej mie­lo­ne i na­praw­dę pysz­ne. Jedno z naj­po­pu­lar­niej­szych dań to ćevapčići – gril­lo­wa­ne ko­tle­ci­ki, po­da­wa­ne z pitą, ce­bu­lą i kaj­ma­kiem, czyli sło­na­wym kre­mem z kro­wie­go mleka. Za cał­kiem sporą por­cję za­pła­ci­my 15–20 zł.
Z bar­dziej uroz­ma­ico­nych dań warto spró­bo­wać lo­na­ca (ro­dzaj gu­la­szu), a także fa­sze­ro­wa­nych po­mi­do­rów, pa­pryk i ce­bu­li. Jeśli cho­dzi o prze­ką­ski, nie­po­dziel­nie kró­lu­je burek, czyli za­pie­kan­ka z cien­kie­go cia­sta z mię­snym far­szem (wy­stę­pu­je też w wer­sji z serem, szpi­na­kiem lub ziem­nia­ka­mi). Za nie­speł­na 10 zł można na­jeść się do syta.
Do her­ce­go­wiń­skiej bla­ti­ny (wy­traw­ne czer­wo­ne wino) do­sko­na­le pa­su­je pršut (su­szo­na szyn­ka) i przy­po­mi­na­ją­cy fetę tra­vnički sir. Na deser obo­wiąz­ko­wo za­ma­wia­my tu­rec­ką kawę (3–4 zł), nie­mal za­wsze po­da­wa­ną w ty­giel­ku i z jedną czy dwie­ma kost­ka­mi ra­cha­tłu­kum.
Tak blisko, tak daleko

Choć Bo­śnia i Her­ce­go­wi­na leży za­le­d­wie kil­ka­set ki­lo­me­trów od Pol­ski, po­dróż drogą lą­do­wą jest za­ska­ku­ją­co skom­pli­ko­wa­na. Sy­tu­ację po­gor­szy­ło zli­kwi­do­wa­nie pod ko­niec 2012 r. bez­po­śred­nie­go po­łą­cze­nia ko­le­jo­we­go z Bu­da­pesz­tu do Sa­ra­je­wa.
Obec­nie naj­prost­szy wa­riant to prze­jazd po­cią­giem z War­sza­wy do sto­li­cy Wę­gier, gdzie na­le­ży prze­siąść się do noc­ne­go po­cią­gu do Bel­gra­du. Stam­tąd do Sa­ra­je­wa kur­su­ją licz­ne au­to­bu­sy (prze­jazd z Bu­da­pesz­tu trwa łącz­nie kil­ka­na­ście go­dzin).
Można też wcze­śnie rano wsiąść w War­sza­wie w bez­po­śred­ni po­ciąg do au­striac­kie­go Vil­lach, by po prze­siad­ce w Bruck an der Mur póź­nym wie­czo­rem do­trzeć do Za­grze­bia. Ze sto­li­cy Chor­wa­cji co­dzien­nie przed po­łu­dniem od­jeż­dża po­ciąg do Sa­ra­je­wa (czas po­dró­ży: 9 godz.).
Wobec li­kwi­da­cji po­łą­czeń ko­le­jo­wych sen­sow­niej­szym po­my­słem wy­da­je się po­dróż sa­mo­lo­tem. Z War­sza­wy do­le­ci­my do Sa­ra­je­wa z prze­siad­ką w Mo­na­chium lub Wied­niu. Bilet w obie stro­ny można kupić już od 800 zł.
In­te­re­su­ją­co za­po­wia­da się też ofer­ta linii Eu­ro­lot - z War­sza­wy, Gdań­ska, Po­zna­nia i Kra­ko­wa można do­le­cieć do Ri­je­ki, Za­da­ru, Spli­tu i Du­brow­ni­ka w Chor­wa­cji. Z tych dwóch ostat­nich miast w kilka go­dzin można do­je­chać bez­po­śred­nim au­to­bu­sem do Mo­sta­ru.
Zmo­to­ry­zo­wa­ni mają do wy­bo­ru dwie głów­ne trasy. Krót­sza (ok. 600 km od gra­ni­cy pol­skiej do bo­śniac­kiej i ko­lej­ne 250 km do Sa­ra­je­wa) wie­dzie z przej­ścia gra­nicz­ne­go w Chyż­nem przez Sło­wa­cję (trasa E77) do Bu­da­pesz­tu, dalej au­to­stra­dą M6 do Mo­ha­cza i przez chor­wac­ki Osi­jek do przej­ścia gra­nicz­ne­go w Bo­san­skim Šamacu.
Miesz­kań­cy za­chod­niej Pol­ski oraz osoby pre­fe­ru­ją­ce jazdę au­to­stra­da­mi mogą wy­brać trasę tro­chę dłuż­szą (ok. 800 km) – z Cie­szy­na przez Oło­mu­niec, Brno, Wie­deń, Graz i Ma­ri­bor do Za­grze­bia. Tam na­le­ży odbić na au­to­stra­dę A3 w kie­run­ku Bel­gra­du i zje­chać z niej na przej­ście gra­nicz­ne w miej­sco­wo­ści Bo­san­ska Gradiška, skąd do od­da­lo­ne­go o ok. 300 km Sa­ra­je­wa je­dzie się przez Banja Lukę, Jajce i Tra­vnik.
Sa­mo­chód może przy­dać się także pod­czas zwie­dza­nia kraju – sieć po­łą­czeń ko­le­jo­wych i au­to­bu­so­wych jest co praw­da dość roz­bu­do­wa­na, ale w wielu re­gio­nach kursy nie są zbyt czę­ste. Do­ty­czy to przede wszyst­kim mniej­szych miej­sco­wo­ści – do­tar­cie do nich zwy­kle wy­ma­ga kilku prze­sia­dek i cze­ka­nia na dwor­cach czy przy­stan­kach.
Prze­jaz­dy są za to sto­sun­ko­wo nie­dro­gie – bilet ko­le­jo­wy z Sa­ra­je­wa do Banja Luki kosz­tu­je ok. 45 zł, a do Mo­sta­ru – ok. 20 zł (wię­cej in­for­ma­cji: www.​zfbh.​ba).
Dla dociekliwych

Wy­ru­sza­jąc w opi­sy­wa­ne miej­sca, warto spa­ko­wać nie tylko prze­wod­nik (np. "Bo­śnię i Her­ce­go­wi­nę" Beaty Skrzy­pek i Pawła Po­my­kal­skie­go czy "Bo­snia & He­rze­go­vi­na" Tima Clan­cy’ego), lecz także jedną z opu­bli­ko­wa­nych nie­daw­no ksią­żek po­świę­co­nych bo­le­snej prze­szło­ści kraju.
Warto pa­mię­tać o "Pocz­tów­kach z grobu" Emira Sul­ja­gi­cia oraz o re­por­ta­żu Woj­cie­cha Toch­ma­na "Jak­byś ka­mień jadła", który opo­wia­da o czyst­kach et­nicz­nych i po­szu­ki­wa­niach ciał bli­skich. Osoby za­in­te­re­so­wa­ne dzie­ja­mi ca­łe­go re­gio­nu mogą się­gnąć po fa­scy­nu­ją­ce "Bał­ka­ny wy­obra­żo­ne" Marii To­do­ro­vej.
Informacje praktyczne:
Gra­ni­ce

Oby­wa­te­le Pol­ski mogą prze­by­wać na te­ry­to­rium Bośni i Her­ce­go­wi­ny do 90 dni na pod­sta­wie waż­ne­go pasz­por­tu lub do­wo­du oso­bi­ste­go. Wizy nie są wy­ma­ga­ne. Na we­wnętrz­nej gra­ni­cy mię­dzy dwie­ma czę­ścia­mi kraju – Fe­de­ra­cją Bośni i Her­ce­go­wi­ny, za­miesz­ka­łą w więk­szo­ści przez Chor­wa­tów, oraz Re­pu­bli­ką Serb­ską – nie ma żad­nych po­ste­run­ków kon­tro­l­nych.
Marka i euro
Wa­lu­tą Bośni i Her­ce­go­wi­ny jest marka kon­wer­ty­bil­na (KM). Jej kurs jest sztyw­no po­wią­za­ny z kur­sem euro (1 euro to 1,95 KM), któ­rym można pła­cić w wielu miej­scach. Bli­sko gra­ni­cy chor­wac­kiej przyj­mo­wa­ne by­wa­ją też kuny
.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz