Strony

poniedziałek, 1 lipca 2013

W dolinie romantycznych pałaców


   W dolinie romantycznych pałaców


W dolinie romantycznych pałaców
Autor: BE&W
Zamiast Loary – Bóbr. Zamiast doliny – Kotlina Jeleniogórska. Zamiast francuskich chateaux – zamki, pałace i dwory pruskiej arystokracji. Zamiast przystrzyżonych ogrodów – rozległe parki romantyczne. Zanim zachłyśniemy się więc słynną Doliną Loary, odwiedźmy piękną i wyjątkową Dolinę Pałaców i Ogrodów u stóp Karkonoszy. 

To miejsce wyjątkowe w Europie. Na stu kilometrach kwadratowych – ograniczonych z zachodu Górami Izerskimi, od północy Kaczawskimi, od wschodu Rudawami Janowickimi, a od południa pasmem Karkonoszy – znajdziemy tu ponad trzydzieści dawnych rezydencji. Budowali je najpierw lokalni możnowładcy i rycerze, a potem zamożni mieszczanie, fabrykanci i pruska arystokracja. Znaleźli się wśród nich przedstawiciele Hohenzollernów, rodu panującego w Prusach.

Rezydencje reprezentują niemal wszystkie style architektury. Są tu surowe warownie średniowieczne, renesansowe zamki z fosami, pałace barokowe i klasycystyczne, a także XIX-wieczne historyzujące dwory i pałace. Jedne lśnią nowymi elewacjami, inne straszą odpadającymi tynkami, zawalonymi dachami. Jedne przekształcono w eleganckie hotele, inne służą jako domy mieszkalne, jeszcze inne mają status publicznych zabytków i można je zwiedzać. Już z tego widać, że wizyta w Dolinie Pałaców dostarczy wielu wrażeń.

PRL zniszczył, co setki lat budowano

Kotlina Jeleniogórska to teren pogranicza. Nic więc dziwnego, że ziemie te przechodziły kilka razy z rąk do rąk. Raz panowali tu Piastowie świdnicko-jaworscy, innym razem czescy i austriaccy Habsburgowie, a w 1740 r. przyłączyli cały Śląsk do swego państwa królowie Pruscy.

Podczas drugiej wojny światowej, aż do 1945 r. panował w kotlinie spokój. Pałace i dwory wyszły więc z wojennej zawieruchy bez zniszczeń. Dopiero wkroczenie Rosjan, a później polskich komunistów, oznaczało dla tych obiektów wyrok skazujący. Najpierw je splądrowano, później zamieniono na siedziby PGR, szkoły lub mieszkania dla robotników rolnych. Przylegające do nich parki najczęściej przeszły w zarząd Lasów Państwowych.

Powojenne władze nie dbały o dziedzictwo obce im ideologicznie i narodowo. Bywało, że budynki eksploatowano do ich śmierci technicznej. Gdy dłużej się nie dało, dana instytucja wyprowadzała się z obiektu, zostawiając go na pastwę szabrowników i bezlitosnego czasu.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz